Przejdź do głównej zawartości

Agnieszka Krawczyk "Przylądek wichrów"


Matylda Radwan należy do tych bohaterek Agnieszki Krawczyk, co Sabina i Mila z Magicznego miejsca. Jest oazą spokoju, introwertyczna, lekko wycofana z życia, trzymająca się na uboczu wielkich wydarzeń, z artystyczną duszą. Ciężko określić ile ma lat. Prawdopodobnie coś między 30 a 40 (nawet bliżej 40) - bogata już w życiowe doświadczenie, ale jeszcze pełna nadziei i gotowa na zmiany, które niesie jej los.
Od razu widzimy, że na jej barkach cała dylogia by się nie uniosła. Autorka ustawia wokół niej całą gamę bohaterów, których mniej lub więcej polubimy, ale którzy mimo różnego wieku, temperamentów, doświadczenia czy nawet narodowości potrafią zbudować przyjaźń, która ma szansę przetrwać więcej niż jedno lato.
Jeżeli do tego dorzucimy piękne okoliczności przyrody, szumiące morskie fale, latarnie, podwodne krajobrazy i tajemnicze wraki, to otrzymamy klimatyczną opowieść z romansem w tle. Ale nie jest to typowo wakacyjny romans, który wybucha nagle i intensywnie w gorące noce i wypala się raz z końcem lata. Tak, jak autorka nie szafuje typowymi widokami nadmorskich miejscowości w sezonie. To tętniące życie z kramami, parawanami, goframi, pijaną młodzieżą, wrzeszczącymi dziećmi etc. toczy się poza obrębem opowieści. I teraz nie wiem, czy Dębki są wyjątkiem, czy po prostu pisarka wzięła z nich to co najlepsze.
Mając oba tomy pod ręką, po skończeniu pierwszego, zaraz zabrałam się za drugi. Akcja może nie jest zbyt szybka, tchnie z lekka nostalgią, ale mnie osobiście książki przypadły do gustu. Byłam ciekawa, co stało się z dalszą historią Oli, Ignacego, Matyldy, Łukasza oraz resztą postaci.

Drugi tom przyniósł rozwiązanie i zamknięcie wszystkich wątków. Pojawili się nowi bohaterowie, a drugoplanowi wysunęli się bardziej na front. W Róży wiatrów czytelnik zostaje wrzucony w historię kilka miesięcy później. Znów wraz z Matyldą udajemy się nad morze. Podobało mi się, że autorka nie wyjaśnia, nie tłumaczy, nie rozpisuje się, co działo się podczas tych miesięcy. Przemyca za to tę wiedzę w dialogach, w spotkaniach, słowach rzuconych tu i ówdzie.

Ta druga część jest trochę mniej świeża, znamy już bohaterów, miejsca, wiemy mniej więcej w jakim kierunku będzie ta łódź prowadzona. Czyta się więc też wolniej i niestety główna bohaterka zaczyna męczyć. Brakuje jej ikry, żaru, jest niewzruszona niczym skała, można odnieść wrażenie, że wszystko po niej spływa. Dla każdego ma jakieś mądre zdanie. Czy będzie dobrą partnerką dla swojego wybranka, który wiódł do tej pory bardziej awanturniczy tryb życia? To pozostaje już poza kartami powieści. I chyba dobrze. Bo to zakończenie, które jest, jest wystarczające.

Podsumowując, mimo wszystko obie książki tworzą spójną całość i obie czyta się dobrze. Przyjemna, relaksująca lektura. Dostarczyła mi dokładnie tego, na co liczyłam - spędziłam przyjemnie czas nad morzem, chociaż niestety tylko mentalnie. Aczkolwiek przyznaję, że po odłożeniu książki przejrzałam kilka ofert z domami na sprzedaż nad Bałtykiem i powzdychałam sobie po cichu do marzeń ponownie rozbudzonych lekturą. A wiecie, co jeszcze mi się marzy? Okręt w butelce, ale taki prawdziwy, nie chińszczyzna za piętnaście złoty ze straganu... Ech...

__________________________________________________________________________________

Zarejestrowałam się na Lubimyczytac.pl więc może recenzje będą się pojawiać częściej niż raz na rok :P  Na regularność póki co, jednak nie ma co liczyć :)
Mogę Was za to zaprosić na mojego instagrama: www.instagram.com/emilia_baczynska
pozdrawiam 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sanditon

Żyłam do niedawna w błogim przekonaniu, że mam zaliczone wszystkie powieści Jane Austen i jedyne co mi pozostaje, to czytać kilkakrotnie, to co już znam. Jakież było moje zdziwienie, gdy w bibliotece wpadła mi w ręce książka Sanditon podpisana nazwiskiem w/w autorki. Niestety oryginalny rękopis Jane, to zaledwie pierwsze dziesięć rozdziałów i kawałek jedenastego, cała reszta została dopisana przez pewną damę* . Jak ma się, to do odbioru całości? No właśnie, zmiana narratora przebiega płynnie, druga autorka stara się zachować styl oraz zamysł oryginału próbując dociekać dokąd zaprowadziłaby swoich bohaterów Austen. Trzeba przyznać, że wychodzi jej to dość sprawnie i szycia nie widać na pierwszy rzut oka. A na drugi? Już całkiem wyraźnie. Pojawiają się zdania, które Jane nigdy nie włożyłaby w usta swoich bohaterów. To co w oryginale pozostałoby subtelną aluzją, dającą czytelnikowi pole do domysłów, tutaj wykładane jest wprost. Ze zdumieniem przyjmowałam niektóre wydarzenia, tak odb

Nazywam się Muszelka

Dziś o książce, która kojarzy mi się z wakacjami, która była ich nieodłącznym elementem, tak, jak to, że gdy przychodziły wakacje pakowałam plecak, wsiadałam w pociąg i jechałam do Cioci. Do miasta, do Cioci jeździłam co roku. Cóż, dla dzieciaka z maleńkiej wioski miasto, to było COŚ! Były tam place zabaw, śliwki mirabelki, działka z tajemniczym dołem na kompost i altanką, kolejne ciocie, specyficzny zapach nagrzanego asfaltu, wieczorne spacery Alejami na Apel Jasnogórski i tysiące innych rzeczy, których nie było na wsi. Najpierw zawoziła mnie mama, potem wsadzała w pociąg lub autobus, a ktoś z rodziny odbierał, a na koniec jeździłam już sama (będąc jeszcze w podstawówce - wiadomo, kiedyś to były inne czasy ;). Ciocia miała wiele pasjonujących skarbów, ale największy z nich znajdował się w schowku - pudło pełne książek, z których kuzynostwo już dawno wyrosło. Z niecierpliwością oczekiwałam zawsze na moment przyniesienia pudła i otwarcia go. Wśród wszystkich książek, jakie tam leżały,