Siedzę i zastanawiam się, jak zacząć opis dwóch kolejnych książek. Patrzę na tytuł wpisu i umiarkowanie zadowolona mruczę sobie pod nosem, że całkiem on przyzwoity. Kres wspomnień. Kresy. Miejsce za wschodnią granicą, które kiedyś było częścią Polski, ale historia potoczyła się tak, a nie inaczej. Niektórzy mówią, że historia kołem się toczy i tęsknie spoglądają na ziemie utracone, na Lwów i Wilno. Prawda jest jednak taka, że to już nie wróci. Wprawdzie miasta pozostały, ale zagładzie uległa kultura, ludzie się rozproszyli i tych "miast" już nie ma i nigdy nie będzie. Oba miasta są piękne. Będąc w Wilnie z zachwytem obchodziłam stare miasto i wzdychałam nad jego urodą, nad architekturą, nad polskością. Ale byłam tam turystką, nawet przez chwilę nie czułam się, jak u siebie. Bo to nie moje miasto, nie moich przodków. Mój jest Wrocław ;) Po Lawendowy Pył trzech autorek, trzech kobiet - matki, babci i wnuczki - Danuty Marcinkowskiej, Ewy Marcinkowskiej - Schmidt i Klaudyny Schm...