Przejdź do głównej zawartości

Wyzwanie na pisanie - nawijanie rzeczywistości (09)

Każdy może pisać. Fakt, że nie każdy powinien, ale ocenę pozostawmy potencjalnym czytelnikom.
Na blogu Magdy Kordel, właścicielki Malowniczego z przyległościami ;P, od czasu do czasu organizowana jest akcja pod tytułem: Kto napisze ze mną książkę? Zasady są proste - piszemy opowiadanie na dany temat/tytuł i po jakimś czasie otwieramy przesyłkę z książką, w której zebrane są wszystkie powstałe historie, w tym nasza. Konwencja dowolna, satysfakcja gwarantowana. Nie jest to typowy konkurs z nagrodami. To raczej zabawa dzięki której możemy sprawdzić, czy podołamy napisać chociaż jedno opowiadanie :) Zresztą, co ja się będę rozpisywać! Proszę, TUTAJ wszystkie zasady oraz temat - nietypowy, bo inspiracją są zdjęcia. Fajny pomysł :) Czasu bardzo dużo na decyzję, napisanie i wyszlifowanie.

Ktoś chce się pobawić? Wygrywa każdy, kto ukończy swoje dzieło :) Zdjęcia są szalenie inspirujące.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Seria pytań bez odpowiedzi, czyli o serialu Kochane Kłopoty

  Na temat serialu Gilmore Girls znanym u nas jako Kochane Kłopoty (skąd ten tytuł?!) napisano już wiele, ale niedawno, po latach udało mi się obejrzeć wszystkie sezony od początku do końca. Podeszłam do serialu z entuzjazmem nastolatki, która dawno temu skończyła oglądać serial w połowie. Niestety nasze tradycyjne media telewizyjne uwielbiały ucinać seriale nie kupując dalszych odcinków. Z radością więc odkryłam możliwość obejrzenia całości na platformie N. Nie będę tu streszczać fabuły, można ją przeczytać na FilmWebie czy Wikipedii. Puszczałam go sobie jako tło do pracy i świetnie sprawdzał się w tej roli. Mimo, że serial ma już dwadzieścia lat, to wciąż ogląda się go bardzo dobrze. Miasteczko Stars Hollow wraz ze swoimi mieszkańcami budzi ciepłe uczucia. I to byłoby na tyle. Bo to co kiedyś mnie zachwycało, teraz zaczęło irytować. Być może po prostu nie dotarłam poprzednio tak daleko, by nabrać większego krytycyzmu w stosunku do Gilmorek. A być może po prostu dorosłam i na niek...

Sanditon

Żyłam do niedawna w błogim przekonaniu, że mam zaliczone wszystkie powieści Jane Austen i jedyne co mi pozostaje, to czytać kilkakrotnie, to co już znam. Jakież było moje zdziwienie, gdy w bibliotece wpadła mi w ręce książka Sanditon podpisana nazwiskiem w/w autorki. Niestety oryginalny rękopis Jane, to zaledwie pierwsze dziesięć rozdziałów i kawałek jedenastego, cała reszta została dopisana przez pewną damę* . Jak ma się, to do odbioru całości? No właśnie, zmiana narratora przebiega płynnie, druga autorka stara się zachować styl oraz zamysł oryginału próbując dociekać dokąd zaprowadziłaby swoich bohaterów Austen. Trzeba przyznać, że wychodzi jej to dość sprawnie i szycia nie widać na pierwszy rzut oka. A na drugi? Już całkiem wyraźnie. Pojawiają się zdania, które Jane nigdy nie włożyłaby w usta swoich bohaterów. To co w oryginale pozostałoby subtelną aluzją, dającą czytelnikowi pole do domysłów, tutaj wykładane jest wprost. Ze zdumieniem przyjmowałam niektóre wydarzenia, tak odb...

Bzem otuleni

Z prozą Magdaleny Kordel zetknęłam się tego lata, kiedy to próbowałam się z polskimi pisarkami. Jako osoba nie czytająca polskiej, kobiecej literatury, postanowiłam się jej przyjrzeć bliżej. Z tej mojej sezonowej przygody została mi otwartość na nowy gatunek książek - lekkich, kobiecych, które nie koniecznie angażują wszystkie szare komórki, ale na pewno sięgają do emocji. Wśród nazwisk, które po kolei wyciągałam z bibliotecznej półki, kilka zostało ze mną na dłużej. W tym właśnie pani Magda. Czym ujęła mnie jej proza? Po pierwsze poczuciem humoru. Czytając 48 tygodni zaśmiewałam się w głos z perypetii małżeńskich Nataszy i Sebastiana. A po drugi: czytało się tak, jak czytać się powinno - wartko, lekko i z przytupem :)