sobota, 28 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach

Na czas poświąteczny, świąteczne opowiadanie :) Tego tu jeszcze nie było ;P no to będzie może od czasu do czasu. Palce mnie swędzą, muszę je na klawiaturze obstukiwać.

Wesołego Łinter Holidajsa!


Dzwonek do drzwi wyrwał Martę z zadumy nad doborem ciasta świątecznego. Zmarszczyła brwi i poirytowana podeszła do videofonu.
-         Hej, to ja. Możesz mnie wpuścić? Nie mogę sięgnąć po klucz – usłyszała znajomy głos dochodzący zza gałęzi drzewka, które wypełniało cały obraz.
-         Wchodź – wcisnęła automatyczne otwieranie.

Drzwi otworzyły się z cichym szelestem, a miły głos z automatu powitał Igora, który ledwo wcisnął się do środka ze swoim nabytkiem.
-         Patrz co zdobyłem – powiedział z dumą. Podeszła sceptycznie do drzewka i obmacała je dokładnie.
-         No nieźle. Musiałeś strasznie zabulić za ten model. Wygląda całkiem autentycznie. Chociaż igły są trochę krzywo montowane. I mogli dorzucić bardziej intensywny zapach. Nie mów mi tylko, że przeznaczyłeś na to nasze kredyty odkładane na wakacje.
-         Całkowita darmocha. Zero kredytów.
-         Za darmo? – zapytała podejrzliwie – Wygrzebałeś ją na jakimś śmietniku?
-         Nie uwierzysz. To była prawdziwa okazja. Znajomy znajomego ma ojca, który zna jednego kolesia z powiatu. I ten koleś ma dostęp do zasobów naturalnych. Załatwia znajomemu co roku choinkę. Żywą, prosto z lasu. N-A-T-U-R-A-L-N-Ą. Właśnie taką! Ta-dam!
-         Czekaj, jak to naturalną?
-         Normalnie, żywe drzewko.
-         Jakie żywe? Przecież ścięte więc nie żywe! Oszalałeś! Masz na nie papier. Lazłeś z tym przez miasto? Zaraz wpadnie tu ekostraż i zapłacimy kolosalną karę!
-         Spokojnie mam papiery. Wszystkie pozwolenia i certyfikaty.
-         Jasne, a ten znajomy oddał ci ją z dobroci serca. To na pewno podstęp.
-         Daj spokój, przestań histeryzować. Znajomy ją oddał, bo oni w przyszłym roku posyłają dziecko do szkoły i muszą poprawić punktacje. Łinter Holidaysa obchodzili cztery razy z rzędu. W tym roku w ramach poszanowania dla innych religii obchodzili też wprawdzie Ramadan i Diwali, ale Rekrutor i tak wytknął im, że przekładają jedną religię ponad inne i jest to przejaw dyskryminacji i nietolerancji z ich strony. Dają dziecku złe wzorce. Bardzo był zawiedziony ich postawą, bo przecież, jak starali się o pozwolenie na dziecko zdawali się być idealnymi kandydatami. No i musieli zrezygnować z choinki i Mikołaja Prezentacza. Przekazał mi drzewko ze wszystkimi papierami więc nie będzie problemu z utylizacją.
-         I tak uważam, że to jakiś obłęd. Czy wiesz ile w takim żywym drzewie może mieścić się bakterii i zarazków? Już nie wspominając o tym, że mamy w domu przejaw bezmyślnej głupoty. Pozbawiamy życia roślinę, która ma swoje prawa i powinna być traktowana z odpowiednim szacunkiem.
-         Daj spokój i tak jest już ścięta. Postawimy ją w kącie, wystroimy i będzie, jak dawniej.
-         Oczywiście, czego innego mogłam się spodziewać po facecie, który pochodzi z Regionu Wschodniego. Matka mnie ostrzegała, że lepiej było się związać z jakimś Afropejczykiem, albo lepiej Azjopejczykiem, przynajmniej byłby dodatkowe punkty motywacyjne.
-         Przesadzasz, teraz to ty zachowujesz się rasistowsko. Czuję się dyskryminowany ze względu na pochodzenie – moje i moich przodków! W ogóle nie rozumiem, o co ta kłótnia, w końcu mamy święta! Czas wręczania prezentów.
-         Mam nadzieję, że masz dla mnie coś więcej niż to głupie drzewko.
-         Mam nadzieję, że masz przygotowaną świąteczną kolację, bo prezenty są po kolacji – nie ma kolacji, nie ma prezentów.
-         O Mikołaju – Marta przewróciła oczami – W przyszłym roku żadnych świąt. Robię sobie Rok Czystości Duchowej.

Igor ustawił drzewko w rogu pokoju i ochoczo zabrał się za ubieranie. Tymczasem Marta kończyła programować kolację zerkając od czas do czasu na swojego partnera.
-         Wolisz makowiec, czy sernik? Ciasta zawsze liczone są osobno, jako bonusy.
-         A co jest tańsze?
-         Hm, kredyty wychodzą podobnie. Jak zaprogramuję makowca, to dostaniemy z automatu serię reklam dentystycznych, a w pakiecie z sernikiem mamy reklamy na zgagę.
-         Nie można by z okazji świąt wyłączyć pakietu reklamowego?
-         Zwariowałeś! Wiesz ile to kosztuje! Co ci tak nagle zaczęły przeszkadzać reklamy?
-         Wkurzają mnie, włączają się zawsze w najmniej odpowiednim momencie.
-         Jakoś zniesiesz te trzy dni.
-         Aż trzy dni – jęknął z rozpaczą chłopak.
-         Słuchaj, to nie ja się upierałam przy robieniu Łinter Holidajsa w tym roku! Dobra, skończyłam.
-         Co w końcu dostaniemy?
-         Makowiec. Wolę już dentystki w czerwonych czapeczkach z pomponami niż problemy jelitowe.
-         Dobra, niech będzie – westchnął Igor. – Ja też skończyłem. Jak ci się podoba?

Choinka prezentowała się imponująco. Holograficzne bombki kręciły się wokół własnej osi, łańcuchy błyszczały w świetle kolorowych lampeczek. Na samym czubku Igor umieścił błękitną gwiazdę. Marta pokiwała z uznaniem. Sięgnęła po pilota i włączyła ruchomy obraz. Za oknem pojawił się zimowy górski pejzaż. Delikatnie opadające płatki śniegu tworzyły przyjemny nastrój. W oddali widać było maleńkie domki z ciepłym światłem sączącym się z okien. Śnieg skrzył się i mienił.
-         Milutko – powiedział Igor. – Słychać nawet dzwoneczki Mikołaja. Można świętować.
Dzwoneczki zabrzmiały głośniej i skończyły się głośnym gongiem. Pejzaż za oknem zniknął. Jego miejsce wypełniło agresywne czerwone tło, na którym tańczyły trzy seksowne kobiety w skąpych pielęgniarskich mundurkach.
- Dżingu bells, dżingu bells – przekrzykiwały się nawzajem, pokazując przy tym szerokie uśmiechy pełne równiutkich, białych zębów. – Pada śnieg, biały śnieg niczym biały twój uuuś-mieeee-ch! – zawodziła jedna. Druga wchodziła jej w słowo pokrzykując – Klinika Dental Pan Ząbek sprawi, że nowy uśmiech się objawi!
Igor z Martą patrzyli na siebie z przerażonymi minami. Pokaz skończył się równie niespodziewanie, jak się zaczął. Odetchnęli z ulgą.
-         Do następnego – jęknął Igor.
-         Taaa. Sprawdzę, czy zamówienie jest już gotowe.

Okno zamówień pulsowało na zielono, znak, że wszystko czeka na odbiór. Marta potwierdziła opłatę kartą osobistą i zaczęła po kolei wyjmować świąteczne dania. Makowiec, jarską sałatkę z eko warzyw, pastylki rybne, cztery bataty, chińskie pierożki szczęścia i tradycyjną figurkę Mikołaja z masy marcepanowej, którą podzielą się przy kolacji. A potem prezenty, by tradycji stało się zadość.
-         A to co? – Igor podniósł z podłogi kartkę, która musiała wypaść z programatora. Na jednej stronie ktoś umieścił przedstawienie rodziców pochylających się nad dzieckiem w otoczeniu zwierząt i dziwnie ubranych ludzi. Na drugiej był przekreślony wizerunek Mikołaja Prezentacza z hasłem Świętuj prawdziwie! Precz z Mikołajem CC Prezentaczem! Marta wyjęła mu kartkę z ręki i zmarszczyła z niezadowoleniem nos.
-         Reklama? Papierowa?
-         Nie wygląda na reklamę. To raczej jedna z tych ulotek, o których się mówi na mieście…
-         Słyszałam, że terroryści sabotują święta i starają się mieszać ludziom w głowach, ale myślałam, że to jedna z tych urban legend. Ciekawe komu należy to zgłosić? Urząd do spraw równości, czy zwalczania nietolerancji? Może najpierw ekostraż, w końcu to bezprawne wykorzystanie papieru?
-         Daj mi to – wyjął jej kartkę z ręki i zaczepił na choince frontem obrazkiem z rodziną. – Pomyślimy o tym po świętach.
Usiedli do stołu. Pięknie zapakowane prezenty ułożyli w równe sterty pod drzewkiem. Przełamali marcepanowego Mikołaja i podzieli się nim.
-         Wesołego Łinter Holidajsa!
-         Wesołego!
Siedzieli przytuleni do siebie na kanapie. Było już po kolacji i rozpakowywaniu prezentów. Igor patrzył na obrazek, który zawiesił, było w nim coś znajomego, coś o czym kiedyś ktoś mu opowiadał. Może babcia? Musiało to być bardzo dawno temu.
Dawno, dawno temu…

Wrocław 2013 grudzień

Related Articles

1 komentarz:

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.