sobota, 12 września 2015

Wyprawa na Antypody cz.2


Witam, zapraszam na kolejny spacer głowami w dół :)
Kiedy zaczynałam pisać o kinie australijskim miałam jakiś zamysł. Miałam. A wszystko przez to, że w zasadzie widziałam całe mnóstwo filmów z Australii i dopóki sobie tego nie uświadomiłam wybór trzech wydawał mi się logiczny.
Poniższe obrazy wywarły na mnie niezapomniane wrażenie skoro na hasło filmografia z kraju kangurów właśnie te jako pierwsze przychodzą mi do głowy.
Filmy z drugiej półkuli są ... no cóż dla mnie dość specyficzne. Jest w nich jakiś depresyjny rys. Niby wszystko idzie świetnie, śmiejemy się na komedii, a na koniec dramat i zostajemy z otwartą gębą i pytaniem: no ale jak to tak?

Film, który ostatnio mnie tak właśnie załatwił zostawię sobie na koniec.
Na początek króciutko takie pytanie.
Kto pamięta seriale lecące w latach 90`tych z fantastycznym pazurem koprodukcji australijsko-polskiej (min.)? No właśnie, fajne były, nie? Mam na myśli Dwa światy oraz W krainie władcy smoków. Był jeszcze jeden serial o złych kosmitach, którzy próbują przejąć władzę nad Ziemią, ten który ma im to uniemożliwić ginie, zastępują go ludzkie bliźnięta, jeśli wcześniej przejdą wszystkie próby itd. Niestety nigdzie nie mogę znaleźć informacji o tym serialu, ani tytułu. Za to świetnie pamiętam kilka scen, jak np zjazd tunelami pod Sydney. Kojarzy ktoś?

To wy się pozastanawiajcie, a ja pomarudzę napiszę kilka słów o filmach.

To chyba pierwszy film australijski jaki widziałam. Nakręcony w 1975 roku nic się nie zestarzał, a historia, którą opowiada wciąż pozostaje nierozwiązaną zagadką. Piknik pod Wiszącą Skałą Petera Weira (na podstawie książki) trzyma w napięciu lepiej niż niejeden współczesny film grozy. Każdy obraz, dźwięk wypełniający kadr jest na swoim miejscu. Ośmielę się wręcz napisać, że film hipnotyzuje. Prowadzony nieśpiesznie wciąga nas swą aurą tajemniczości. Wszechobecna siła natury góruje nad poczynaniami ludzi, którzy zdają się być zbłąkanymi wędrowcami na kontynencie im nie przeznaczonym. Starają się racjonalnie wytłumaczyć, to co ich otacza, bronią się przed zniewalającym wpływem dzikiej przyrody. Ale ona wchodzi w ich podświadomość, przejmuje władzę, osłabia instynkty. Taka jest właśnie Australia w Pikniku. Tajemnicza, nieujarzmiona i mistyczna. Łatwo się zgubić.
Być może to jest kluczem do pozostałych filmów. Ta niewypowiedziana, przyczajona groza kontynentu okraszona odległymi kultami Aborygenów.
Nie będę się rozpisywać szczegółowo o fabule. Osnuta jest ona wokół zaginięcia dziewcząt, które 14 lutego wybrały się ze swoją wychowawczynią na piknik pod Wiszące Skały. Mamy bohaterki dramatu, przypadkowe spotkania, tajemnicę, kilka niefortunnych zbiegów okoliczności i brak rozwiązania zagadki, co na prawdę wydarzyło się tamtego dnia. Film kluczy, mnoży prawdopodobne scenariusze ale co uznamy za prawdę musimy sami rozstrzygnąć. Mimo, że duża część filmu rozgrywa się w plenerach, to napierająca natura, muzyka może sprawiać klaustrofobiczne wrażenie.

Film numer 2 Wesele Muriel widziałam już jakiś czas temu. W zasadzie, to dość dawno temu. To był chyba pierwszy film, który w opisie na telegazecie widniał jako komedia romantyczna, a ryczałam po nim, jak po ciężkim dramacie wisząc mężowi na ramieniu i łkając, że muszę natychmiast zadzwonić do mamy. Tak to tylko w komediach australijskich, chciałoby się rzec.
Mamy tu bohaterkę, niezbyt ładną starą pannę, fankę Abby, która marzy o bajkowym ślubie. Aby spełnić swe marzenia jest gotowa na wiele, ale czy gdy już osiągnie, to co chciała, będzie szczęśliwa?
Bardzo dobry film. Dramat przeplata się z komedią, a całość prowadzona jest lekką ręką. Zanim się spostrzeżemy, jesteśmy już w środku opowieści. Wesele Muriel to w zasadzie bardzo gorzki film o spełnionych marzeniach.

Trzeci film, to ten, który widziałam ostatnio i który co tu kryć skusił mnie tytułem. Zresztą niezbyt dobrze przetłumaczonym z angielskiego, zabrakło gry słów. To właśnie seks (oryg. The Little Death) miał nam umilić wieczór i zapewnić niezobowiązującą rozrywkę. O naiwności! Nie, żeby nie było rozrywki w ogóle. Było całkiem zabawnie, tylko w ostatecznym rozrachunku...
Oto mamy kilka zwyczajnych par i ich łóżkowe perypetie. Każda para, ma jakieś swoje seksualne fantazje, które stara się realizować, często kosztem partnera. A tak na prawdę wszystkim chodzi o jedno - o miłość i zrozumienie.
W filmie jest kilka na prawdę zabawnych scen. Wątki się przeplatają. Między wszystkimi krąży przestępca, który właśnie wyszedł z więzienia, a którego zaoferowane swoimi problemami pary, traktują jak natrętnego domokrążce. Z filmu wynika, że ofiarami miłości się wszyscy, tylko czasem jest to miłość źle pojęta. A kto stanie się ofiarą krążącego przestępcy?
No i to zakończenie. Wbije was w fotel!

Czy warto zatem sięgać do kina australijskiego? Owszem. Jego twórcy mają zupełnie inne spojrzenie na świat i spotkanie z nim może być zaskakujące i inspirujące :)

Related Articles

3 komentarze:

  1. Dwa pierwsze widziałam, po "Weselu Muriel" 'zakochałam sie' w Toni Collette:)
    Ostatnio wróciłam do kina polskiego, jest masa interesujących filmów, staram sie je na bieżąco oglądac, najchetniej jednak w necie - staram sie legalnie - bo zazwyczaj w kinie nie zdążę:(
    Okropnie mnie wkurza, że filmy, też, a może przede wszystkim te starsze, nie sa powszechnie dostępne - w dobie cyfryzacji, powinny być 'na klik' - a zamiast tego kurzą sie na półkach, nie przynoszą zysków, marnieją, nie rozumiem tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kinie polskim mam potężne zaległości. To najnowsze jest dla mnie prawie tak egzotyczne, jak filmy australijskie. Jest to wynik wielu elementów, które składają się na taki stan rzeczy. Lubimy oglądać z Mężem filmy w kinie, ale wyjście na film, to już wyprawa więc zazwyczaj chcemy ten czas spędzić miło. Kino polskie zazwyczaj bywa dołujące - to lepsze, lub głupawe - to gorsze nie można więc powiedzieć, że to kino na miłe spędzenie czasu. Drugą sprawą, która jest dla nas istotną barierą jest udźwiękowienie polskich filmów. Wprawdzie idzie wszystko w dobrym kierunku, ale wciąż trafiają się bełkotliwe zdania, których nawet ja nie mogę zrozumieć, czy dialogi zagłuszane przez dźwięki tła. Może się to wydawać idiotyczne niektórym ale przydały by się napisy nawet na polskich filmach. Jak jest okazja to nadrabiamy zaległości.
      A co do starszych filmów, ktoś mi kiedyś pokazywał stronę na której są one udostępnione - filmy i seriale, zarówno te bardzo starszawe jak i nowsze. Niestety gdzieś mi to umknęło. Zgadzam się całkowicie, że powinny być dostępne i wszystkie ładnie już skatalogowane w bibliotece cyfrowej. Dochodzimy tu jednak do momentu, gdzie zaraz zacznie wyłazić ze mnie malkontent, ale po tym jak zostały sprzedane za grosze archiwa z polską muzyką, jakby nie było dziedzictwo kultury, to wszelka moja wiara w oczywiste posunięcia dotyczące filmu upada.

      Usuń
    2. Rzeczywiście, kino polskie nie jest z tych optymistycznych, ale ja jestem z pokolenia wychowanego na kinie moralnego niepokoju, więc mam pewne skrzywienie;)
      Do kina chadzałam kiedyś namiętnie, zwłaszcza w czasach szkolnych, często na wagary, hm..., potem rzadziej, bo, wiadomo, obowiązki i tym podobne. Teraz zdarza mi się, ale przyznam sie, ze tak bardzo nie lubię 'kultury popcornu', że coraz rzadziej. Poza tym, sa filmy, które wolę oglądać w czterech ścianach domu, bo boje sie swoich wzruszeń, tak to ujmę. No i najczęściej, kiedy juz sie wybiorę, film jest dostepny tylko nw necie lub na CD:(
      Brakuje mi bardzo inteligentnych komedii, które pozwoliłyby się zrelaksować, a nie odrzucały głupotą, jakbyś coś widziała, podrzuć tytuł;)
      Francuskie kino lubię też, o.

      Usuń

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.