poniedziałek, 14 września 2015

Arabska krew



Cokolwiek pomyśleliście widząc tytuł, to uprzedzam, że to będzie wpis o książkach, a tytuł posta, to również jeden z tytułów Arabskiej Sagi Tanyi Valko :)
Arabska Żona, Arabska Córka, Arabska Krew i Arabska Księżniczka - to wszystkie tytuły całej sagi*. Chciałoby się sparafrazować: po tytułach poznacie ich! Jak by na to nie spojrzeć tytuły poszczególnych części mówią nam całkiem sporo o tym z jaką literaturą mamy do czynienia i czego się spodziewać (dobra, a czy ktoś spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji?).

Książki znalazłam na bibliotecznej półce w dziale biografie (chm). Zdecydowanie przełożyłabym je na dział babskich romansów. Bo mimo iż autorka posiłkuje się autentycznymi historiami**, to bohaterowie są fikcyjni.

Arabska żona, to powieść o młodym, głupiutkim i naiwnym dziewczęciu, które mieszka z matką tyranką. Nie ma przyjaciółek, nie ma wsparcia, nic nie ma i nikogo. Kiedy więc trafia na czuły gest przystojnego Araba przepada zupełnie. Tutaj taka dygresja, autorka napisała, że książka ta ma przestrzegać młode, naiwne dziewczęta przed pchaniem się w związki wielokulturowe bez znajomości realiów, różnic kulturowych i tego co może je spotkać w takim związku, szczególnie gdy już wsiądą do samolotu i znajdą się w kraju wybranka. Szczerze mówiąc wyszło jej dziełko, w którym każdy Arab to gwałciciel, zboczeniec, kazirodca, damski bokser itd. Czyli przestrzegając przed brakiem znajomości realiów muzułmańskich ma na myśli wszystkie te okropności, które mogą spotkać zaślepioną miłością dziewczynę? Na końcu książki wspomina o swoich arabskich przyjaciołach, jacy to wspaniali ludzie i, że nie każdy jest ohydnym zwyrodnialcem. Mam nadzieję, że książki nie zostaną przetłumaczone na język tychże przyjaciół, bo mogą już nimi nie być.

Wracając do naszego dziewczątka. Na imię jej Dorota i do matury przystępuje już z wielkim brzuchem. Oczywiście nikt nie aprobuje jej wyboru. Po różnych komplikacjach zostaje żoną przystojnego i czarującego Araba. Mamusia w ramach złośliwości na skromne przyjęcie weselne w M2 przygotowuje górę kotletów i wyciąga spod stołu kilka flaszek polskiej wódki. I perfidnie zaprasza jeszcze ojca dziewczyny na imprezę.
Po ślubie okazuje się, to co było do przewidzenia, mąż przestaje być abstynentem, zakłada firmę informatyczną, która w rzeczywistości zajmuje się przegrywaniem pornoli na VHSy (mamy lata 90`te), a w wolnym czasie posuwa ze wspólnikiem panienki.

Antidotum na wszystkie te bolączki małżeńskie Doroty ma być wyjazd z wizytą do Libii skąd pochodzi wybranek. Wizyta zamienia się oczywiście w lata, a na miejscu okazuje się, że mąż był w Polsce na zesłaniu rodzinnym, ponieważ gwałcił jedną ze swoich młodszych sióstr (tak, żeby przy tym dziewictwa nie straciła, co byłoby ujmą na honorze rodziny, ofkors, rozumiecie, nie? ). Siostra wciąż jest dostępna, gdy tam przybywają. A małżeńska sielanka nie trwa zbyt długo. Jeśli napiszę, że dochodzi do tego chorobliwa zazdrość, traktowanie kobiet, jak własności, rewolucja, zamachy i terroryści, to będziecie chyba mniej więcej obraz całości. Albo i nie. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, co może spotkać jedną kobietę oraz ludzi, którzy ją otaczają - rodzina męża oraz polscy przyjaciele.

Dobra, to chyba tyle wystarczy jeśli chodzi o zajawkę z czym mamy do czynienia.
Oczywiście książkę czyta się szybko. Lektura jest wciągająca, ale nagromadzenie patologii i zła, które spada na Dorotę sprawia, że z każdym rozdziałem coraz mniej darzymy sympatią naszą bohaterkę, bo jeśli można jej jeszcze wybaczyć błędy młodości, to kolejne, które bezmyślnie popełnia są coraz bardziej nieprawdopodobne. Kobieta dostaje lekcje od życia i za nic w świecie nie potrafi wyciągnąć z nich wniosków.

A to wszystko w jednym tomie. W kolejnym poznajemy historię Marysi vel Miriam, która została w Libii w wyniku splotu okoliczności, gdy matce w końcu udaje się uciec z drugą córką (która pojawiła się po drodze w chwili szczęśliwości, gdy mąż-oprawca pokazał na chwilę ludzką twarz). O córce można napisać, że niewiele jest mądrzejsza od matki. Wraz z rodziną ojca - jego siostrami i matką, wyjeżdża do Ghany, gdzie mamy kolejne nieszczęścia spadające na poszczególnych członków rodziny. Kiedy w końcu wraca na Bliski Wchód zakochuje się od razu w bajecznie bogatym Bin Ladenie i wyjeżdża z nim do Arabii Saudyjskiej. A jej największym problemem staje się nuda. Żeby więc sobie urozmaicić życie, z odzyskaną matką, pakuje się wprost w wojnę domową w Libii, ale to już w tomie trzecim. Wojna, to bardzo nośny temat dla autorki, można pokazać jeszcze więcej przemocy, brutalnych gwałtów, morderstw i zakazanego seksu, który kończy się, a jakże by inaczej, dla Marysi odrzuceniem. No cóż romanse nie są zbyt mile widziane w świecie arabskim (czyli jak wszędzie, gdzie świat jeszcze nie stanął na głowie:), a już kobieta, która tak chętnie i namiętnie się oddaje...

Został nam ostatni tom. Arabska księżniczka, to rzecz o ciężkim losie kobiet w Arabii Saudyjskiej, ale pół książki jest o rozpuszczonej księżniczce organizującej zakrapiane orgie w swoim pałacu, na które stawiają się wszyscy okoliczni ambasadorzy oraz ekspaci. Jak to się kończy? Brutalnie dla księżniczki, jej sługusa oraz biednej przypadkowej dziewczyny - kolejna naiwna Polka, która myślała, że się odkuje przy krezusce arabskiej. I paru innych osób. Sam kraj jawi się jako zakłamany, gdzie za burkami i tradycyjnym modelem życia kryją się kolejni zwyrodnialcy, gwałciciele, pijacy. A najbardziej nawet postępowa i dobra osoba w kryzysowej sytuacji nie potrafi oderwać się od tradycji i wpojonych zasad, którymi niby to pogardza, jako przestarzałe i odstające od współczesności.

Sama Marysia z jednej strony marudzi na świat, w którym mieszka i rządzące nim reguły, ale po wyprawie do Europy - Londyn wiadomo koncerty, puby i zabawa oraz Gdańsk u rodziców - szare smutne Polki z siatami na przystankach, nietolerancja - z ulgą wraca do siebie, gdzie o nic nie musi się martwić, a jej jedynym problemem jest znalezienie sobie zajęcia. Tutaj nadmienię, że w międzyczasie Marysia doczekała się córki, ale na szczęście oprócz córki ma jeszcze nianię i mamkę więc "problem" z głowy. Również dla autorki, bo wątek dziecka jest jakby doczepiony na siłę i jego wyciągnięcie w zakończeniu jest delikatnie mówiąc słabe.
Z Marysią jest taki problem, że chciałoby się ją polubić, ale nie daje nam szansy swoim infantylnym zachowaniem oraz głupotą. Nieodrodna córka mamusi.

Oprócz naszych dwóch głównych postaci i mężczyzn, którzy je otaczają jest cała plejada ksenofobów, rasistów, oszołomów i złodziei wszelkiej narodowości oraz płci zazwyczaj kręcących się przy ambasadach.

Mimo nagromadzenia szokujących czasami wydarzeń, można z tej serii wyciągnąć trochę informacji o kulturze muzułmańskiej. Autorka mieszkała długo na Bliskim Wschodzie i nie ukrywam, że sporo tu rzeczy, przy których się czuje, że wie o czym pisze. Niestety obdarzenie jednej, czy dwóch bohaterek wszystkimi nieszczęściami świata sprawia, że mimo lekkości czytania, książki są przyciężkawe. Tom Arabska Krew miałam ochotę rzucić o ścianę. Wojna to piekło, dzieją się na niej rzeczy w które często trudno uwierzyć, ale jeżeli bohaterka pcha się dobrowolnie w sam środek konfliktu wyłącznie z własnej głupoty, po to, żeby autorka mogła pokazać jak najwięcej okrucieństwa, to ciężko się to odbiera. Czasami wystarczy jeden kadr, jedna historia by wstrząsnąć człowiekiem. A ten tom wręcz ociekał krwią z brutalnych opisów.

Dużym minusem jest irytująca powtarzalność dużych fragmentów książek w kolejnych tomach. Jeśli czyta się to jednym ciągiem, to przekopiowanie całych stron razi i zniechęca. I to ciągłe zachwycanie się Doroty i Marysi złotym wystrojem, marmurami i bogactwem pokazuje płycizny ich charakteru. Blondynki pełną gębą chciałoby się rzec. Ale wszystkie cztery tomy opierają się na stereotypach i szkoda, że autorka nie pokusiła się chociaż trochę o ich obalenie.
Dorzućmy do minusów jeszcze szczegółowe opisy przemocy każdego rodzaju.

Jedyną osobą budzącą moją sympatię był Hamid, mąż Marysi, który starał się, znosił cierpliwie jej głupotę, słowem się nie odezwał, gdy odkrył, że Nadia nie jest jego dzieckiem. Starał się zapewnić żonie dostatnie życie i próbował się zmienić, by dostosować się do niej. Znosił nawet Dorotę, która od początku widziała w nim wroga i często sprawiała, że miał ochotę wstać i wyjść. Oczywiście autorka co jakiś czas robiła wrzuty w jego kierunku, żeby i jego obrzydzić czytelniczkom :)

Na koniec pragnę jedynie napisać, że mam nadzieję, że kultura muzułmańska niesie ze sobą również dobre wartości. Pragnę wierzyć, że nie każdy Arab bije swoją żonę i jest urodzonym terrorystą. W książkach zabrakło równowagi między dobrem, a złem. Autorka przestrzega przed lekkomyślnymi wyborami, przed złotą klatką, z której może nie być ucieczki, ale czyni to w taki sposób, że patrzymy na Bliski Wschód jak na przerażającą krainę barbarzyńców. A w świetle obecnych wydarzeń jako żywo stają przed oczami ostatnie tchnienia starożytnego Imperium Rzymskiego.

Książki przeczytałam jakiś miesiąc temu, nim sytuacja w Europie wymknęła się spod kontroli. Była to dla mnie wyprawa do świata egzotycznego i bardzo dalekiego. Obecnie patrzę na przekazy w telewizji i internecie i zastanawiam się na ile przybywający do nas uchodźcy są w stanie poddać się naszym obyczajom i kulturze, tak jak my staramy się uszanować ich kulturę na ich ziemi (często nie mając wyboru, bo złamanie któregoś z praw rządzących się np w Arabii Saudyjskiej może grozić poważnymi konsekwencjami).

Zastanawiam się też jak to możliwe, że nagle tyle tysięcy osób podjęło identyczną decyzję i postanowiło ruszyć na Zachód.

Okładka 3/5
Próbuje nas uwieść tajemniczością, ale kolejne odsłony zasłony są mało pomysłowe. Chociaż jak pomyślę, co mógłby pomysłowy wydawca stworzyć na podstawie fabuły, to może i lepiej tak jak jest. Niech będzie zatem 3+ :)

*Nie do końca całej ponieważ autorka kontynuuje powieściowe perypetie Doroty i Marysi wplatając ich historie w kolejne książki, których akcja dzieje się już na Dalekim Wschodzie***.
**Sama tak twierdzi, w wywiadach na przykład, że wiele wydarzeń w książkach opiera na rzeczywistych opowieściach spotkanych kobiet.
***Popełniłam zbrodnię niesłychaną i przeczytałam w księgarni ostatni rozdział Miłości na Bali, a to co z niego wyczytałam utwierdziło mnie w przekonaniu, że autorka musi nienawidzić swoich bohaterów skoro karze ich w tak okrutny sposób. Po raz kolejny uderzyło mnie, że małżeństwo, wierność, miłość, wytrwałość, to pierwsze rzeczy, które są rzucane na pastwę pchnięcia fabuły do przodu. Dorota i Marysia z łatwością z nich rezygnują dla własnego wyobrażenia szczęścia.
Nie spodobało mi się zakończenie, jakie serwuje nam Tanya Valko w Miłości na Bali.

Related Articles

2 komentarze:

  1. Przeczytałam trzy pierwsze tomy, czwarty czeka na półce;) Mam bardzo podobne odczucia do Twoich. Bohaterki są niemiłosiernie głupie mimo to książki dobrze się czyta. Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mam ostatnio wrażenie, że autorki mają problemy ze stworzeniem sympatycznych bohaterek.

      Usuń

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.