niedziela, 3 sierpnia 2014

Nawijanie rzeczywistości (02)


Odkąd mam kota czuję się trochę, jak młoda matka, która z palcem dźgającym kupkę zachwala swoje dziecko gościom, gdzieś między obiadem, a deserem. Niestety nie jest to mały kiciuś, od patrzenia na którego oczy robią się mokre i wstępuje w człowieka Elmirka.
Jest to KOT. Pewnego dnia przyszedł i został. Czy na zawsze? Nie mam pojęcia, znika czasami na kilka dni. Przypuszczam, że prowadzi podwójne życie i bardziej niż my interesują go zasoby w misce, która stoi w kącie. No cóż. ma on jednak swój urok (oprócz pcheł i ktowieczegotamjeszcze) jest klasycznie czarny z intensywnie zielonymi oczami. Musiał być przesłodkim kociakiem (wciąż jeszcze jest młodym kotem, ale już nie kiciulkiem).

No tak, tutaj co niektórzy się zorientowali, że trochę nakłamałam w pierwszym zdaniu nadużywając słów mam kota. Raczej ten kot ma nas... na uwadze przy ewentualnym wyborze domu. Ale dziś odniosłam mały sukces. Przekonałam kota do pudełka. Sami wiecie, te wszystkie filmiki pokazujące koty w pudełkach. Pomyślałam, że mój nie gorszy i też własny karton musi mieć. Pogrzebałam w garażu, wywaliłam parę zbędnych drobiazgów pod ścianę i z dumą postawiłam zwierzakowi pudło. Zademonstrowałabym mu jeszcze, jak się z niego korzysta, ale na to nie pozwoliły już moje gabaryty. Kot popatrzył na mnie, jak na wariatkę i poszedł w długą na dni kilka. Dzisiaj jednak z nieba lunęło, potem huknęło i błysnęło. Tudzież na odwrót i żal mi się zrobiło kota siedzącego pod drzwiami*. Przestawiłam więc mu karton i taadaaam!! Kot WSZEDŁ do pudełka! Normalnie sukces. Co ważniejsze został u nas podczas deszczu. Może w końcu oswoi się na tyle, żeby go dowieźć do weterynarza.

*Ja wiem, że normalnemu człowiekowi kiedy robi się żal zwierzęcia, to otwiera drzwi, bierze delikwenta na kolana i głaszcze za uchem. Nie zapominajmy jednak, że kot ma ktowiecotamjeszcze i póki się nie uczłowieczy głaskanie za uchem jedynie poza domem.

Kot ma imię. Mój M nazwał go Kacper. Osobiście uważam, że to imię dla psa, a nie kota. Ale zamiennie nazywamy go czule Łajzą, Czarnuchem, Powsinogą. Na żadne z imion nie reaguje ofkors. W końcu to kot.

Prawda jest taka, że chciałam mieć małego słodkiego kociaczka. Nawet jeden już był zaklepany - Karolinka. Kocica, bo te bardziej domu się trzymają niż kocury. No ale przecież nie wyrzucę Czarnucha, szczególnie, że gdy wracam z nim z ogródka (ekhm chodzi o kilka krzaczków pomidorów, dobrze, że pada nie będę musiała ich podlewać) więc gdy wracam z nim z ogródka mój M śmieje się, że idą dwie zielonookie bestie :P

Related Articles

2 komentarze:

  1. Piękny kot :) Nasz dochodzący Łatek oswajał się aż trzy lata, zanim pozwoli ł wziąć się na ręce i wszedł do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, do domu wejść, to on jest pierwszy, wystarczy na chwilę drzwi zostawić otwarte i już siedzi w sypialni pod łóżkiem :)

      Usuń

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.