wtorek, 6 października 2015

Kraina Chichów, czy też: na którą dekadę się załapałam?


Dzisiaj o książce, która jest obecna w moim życiu od... od kiedy ją kupiłam? dostałam? ukradłam? Nie pamiętam kiedy się u mnie pojawiła, czy kupiłam ją w Łodzi, czy w jakimś innym mieście? Po prostu jest.

To jedyna książka tego autora jaką posiadam. Wszystkie pozostałe uznałam za niewarte nawet zapamiętania, czy w ogóle je czytałam*. Carroll jest dla mnie odległym echem czasów licealnych, ale jak inne moje miłości z liceum ostygły i zamarły (nie piszę zmarły, gdyż może jeszcze kiedyś do nich wrócę i obudzę z letargu uśpione fascynacje), tak on gdzieś przetrwał. Odcisnął się na mojej psyche kilkoma elementami, które przewijają się przez książkę, a które były niezłą pożywką na moją wyobraźnię. Już otwierając Krainę, zaraz na tytułowej stronie, natykam się na cytat z Nietzschego napisany ołówkiem rozedrganej licealistki "Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie". Cóż za banał! - chce się zakrzyknąć ze zgrozą, ale cóż poradzić - młodość durna i chmurna! 
Toż to same dziewczę, której ulubione strofy poezji brzmiały:
"(...)Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny..."

To oczywiście Leopold Staff i jego kapitalny Deszcz Jesienny. 
Mrok, ciemność i pożoga. Któż z nas nie miał tych nastu lat pełnych otchłani wpatrującej się w nas szklanym okiem? W ten okres właśnie doskonale wpisał się Carroll swoją Krainą Chichów.

Młodość rządzi się swoimi prawami i własne mity tworzy. No właśnie. Ja się załapałam na czas Carrolla i Whartona. W czasach, gdy nie było internetu, by dzielić się modami i tak wszystkie polskie nastolatki marketingiem szeptanym przekazywały sobie hasła ... Ptasiek ... Niezawinione śmierci...Tato... Spóźnieni kochankowie. I może trudno dziś w to uwierzyć, ale moda na niego nie przyszła do nas ze Stanów, jak to się dzieje najczęściej teraz, lecz wykiełkowała samoistnie na słowiańskiej ziemi.
Moja starsza kuzynka i siostra, to czasy Musierowicz w starym, dobrym wydaniu. Sagę Borejków też podczytywałam, ale to nie była ta gorączka. Gdzieś pod koniec liceum pojawiło się kolejne nazwisko rozgrzewające nastoletnie panny - Paulo Coelho. Mnie już nie dosięgnął. Uff!
A potem? Co było potem? Kto mi pomoże ułożyć chronologię kolejnych nastoletnich zachwytów?
Czy to już była epoka Zmierzchu, za którym nadciągnęły Igrzyska śmierci wraz z literaturą dla młodych - dorosłych w stylu Gwiazd naszych wina? Swoją drogą ten ostatni tytuł widziałam w formie filmowej i ... no cóż za stara jednak jestem. Zbyt wiele już widziałam i przeczytałam, ale rozumiem, że dla młodych może być odkryciem. W międzyczasie był jeszcze Harry Potter, ale on sam w  sobie stał się fenomenem.
Literatura młodzieżowa ma obecnie całkiem obszerny regał w najbliższej księgarni. Młodzi ludzie stali się dochodowym targetem. Są jednak pozycje, które stają się kultowe w pewnych okresach czasu bez względu na promocję danego tytułu. Składa się na to szereg czynników społecznych, kulturowych, politycznych. Pisarz, który potrafi z tego szumu wyciągnąć wnioski ma szansę stworzyć wiekopomne dzieło ... no przynajmniej wiekopomne dla obecnych licealistów.

A wracając do Krainy Chichów. Co mnie w niej tak urzekło, że sięgam po nią dość często? Kiedyś liczyłam ile razy już ją przeczytałam, ale pogubiłam się w rachubie. Może trzeba było stawiać kreseczki na tylnej stronie okładki? Wraz ze mną wyszła z wieku licealnego i wkroczyła w dorosłość. Czytam ją i wciąż się zastanawiam na ile nasze decyzje są nasze, a na ile ktoś gdzieś pociąga za niewidzialne sznurki. Może mieszkańcy Galen mający swoje Kroniki, w których zapisano los każdego żyjącego, martwego i mającego się narodzić, wcale nie byli tak strasznie pokrzywdzeni przez życie. Wziąwszy pod uwagę popularność wróżek i horoskopów można przypuszczać, że niejeden człowiek chciałby być członkiem tej społeczności. Ale z drugiej strony wiedzieć wszystko, żyć ze świadomością, że cokolwiek, by się nie zrobiło, to i tak zostało to zapisane? Nawet bunt i ucieczka zostały przewidziane. Nieuchronne fatum, od którego nie ma odwrotu? Dla "ludzi Marshalla" było to lepsze niż ślepy los i niepewność jutra.

Do takiego świata trafia Tomasz Abbey oraz Saxony. Świata stworzonego przez ich ulubionego pisarza opowieści dla dzieci - Marshalla France`a. Mają ambicję napisać jego biografię, coś co jeszcze nikomu się nie udało i odkryć chociaż niewielką część tajemnicy jaka go spowija. Trafiają do Galen w momencie kiedy wszystko idzie nie tak, a ich przyjazd prowadzi do prawdziwej rewolucji. Nie będę się rozpisywać o fabule. Sama w sobie nie jest zresztą zbyt rozbudowana, mi podobały się zawsze te smaczki, które wypełniają przestrzeń - marionetki, maski, sztućce z twarzami, postać France`a, bulteriery,nieuchronność losu oraz twórca, jako władca absolutny. I książki w książce, które fascynowały mnie równie mocno, co główna opowieść.
Niestety jest i minus całej opowieści - epilog. Chciałoby się powiedzieć: o kilka zdań za daleko panie Carroll.

Jonathan Carroll: Kraina Chichów, wydane przez Rebis, rok 1997 w serii z salamandrą
okładka: 4,5/5

Musicie mi wybaczyć tak wysoką notę, ale mam do niej słabość :) - jest niebieska i marionetkowy bulterier jest jak najbardziej na miejscu. Lubię jej prostotę :) Zresztą podglądając w google stwierdzam, że to jedna z ładniejszych okładek do tego tytułu. Poniżej jedna z wersji anglojęzycznych - brrr!

 *U Carrolla najbardziej ze wszystkiego podobały mi się zawsze tytuły jego książek.

Related Articles

6 komentarzy:

  1. Czytałam i też stwierdziłam MEGA!!!!!!!!
    http://ksiazkizzakladkami.blogspot.com/2014/04/jonathan-carrol-kraina-chichow.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko mi się podobała :)

      Usuń
  2. Niestety, nie znam, chyba za późno, żeby zaczynać znajomośc...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za późno :) zawsze warto zaryzykować

      Usuń
  3. Niestety nie czytałam... Za tona moją młodość przypadła seria Ulica Strachu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta seria nigdy mi nie wpadła w ręce. Zaczytywałam się w liceum z horrorów Kingiem, przerabiałam go na tony :) I teraz już nie mam do niego serca.

      Usuń

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.