czwartek, 8 listopada 2012

Książki, które kocham, bohaterki, których nienawidzę cz. I



Może trochę przesadziłam z tymi skrajnymi emocjami, ale coś w tym jest. W minione lato postanowiłam zapoznać się bliżej z polską, kobiecą literaturą. W tym celu udałam się do biblioteki i zaczęłam po kolei wypożyczać książki pisane przez kobiety dla kobiet. Ponieważ miałam już za sobą Rozlewisko Kalicińskiej w trzech tomach, to stwierdziłam, że chyba większa krzywda mi się nie stanie. Ups. Wpadłam. Niektóre z autorek odrzuciłam po pierwszej lekturze, a co do innych stwierdziłam, że nie tylko można je czytać ale i można to robić z przyjemnością. Te, które w jakikolwiek sposób mnie wciągnęły do swojego świata na pewno znajdą na tym blogu miejsce na krótką recenzję (lub dłuższą). Wszystkie inne pominę milczeniem.
Zacznę od autorki - Katarzyny Michalak, która przekonała mnie do siebie do tego stopnia, że przeczytałam nie jedną, ale kilka jej książek. W ramach konkursu zdobyłam nawet tom z autografem, z czego się cieszę niepomiernie. I właśnie tytuł tej notki odnosi się do książek pani Kasi. Na prawdę polubiłam styl tej autorki. Czyta się lekko, przyjemnie, akurat, żeby po ciężkim dniu w pracy odpocząć sobie, zrelaksować się i zapomnieć o własnych problemach. Akcja leci wartko, bohaterowie (a głównie to bohaterki) przeżywają wiele niezwykłych przygód i ogólnie jest świetnie. No dobrze, a gdzie tkwi haczyk? I gdzie te bohaterki, których nienawidzę? W książkach ofkors :)
No to po kolei...

Ewa, bohaterka Roku w Poziomce i Powrotu do Poziomki jest naszą pierwszą heroiną. Poziomka to oczywiście nazwa nie żadnej polany, ale domku. Upragnionego, wymarzonego domku, do którego wprowadza się główna bohaterka opuszczając Warszawę i skazując się na błoto, dojazdy do pracy pociągiem i inne mniej lub bardziej urokliwe przyjemności. Nasza dzielna dziewczyna zmaga się z niespełnioną miłością, kredytem, rozkręcaniem wydawnictwa, chorobą przyjaciółki i z czym tylko się da. Autorka nie oszczędza jej ani trochę. Ale książka ta, to bajka. Bajka ze szczęśliwym zakończeniem. Bajka, w której znajduje się i książę i dawna miłość matki i wszystko pięknie się układa. Podczas czytania przymknęłam jedno oko i pozwoliłam się wciągnąć konwencji. Odpuściłam logikę i niemożliwości. Tak miało być, miło i lekko. Książkę łyknęłam. A nasza szanowna autorka napisała kontynuację.
 
No to wróciliśmy do Poziomki. I tutaj już nie mogłam. Przełknęłam w pierwszym tomie różne rzeczy, bo przecież nasza bohaterka dojrzewała, przeprowadziła się, uczyła nowego życia. Ale w drugim tomie wyszło z niej rozhisteryzowane babsko skupione jedynie na sobie. Na swoich potrzebach i emocjach. Momentami miałam ochotę gryź książkę ze wściekłości na bezmyślne zachowanie Ewki. Jako ostatnia dowiaduje się, że mąż jej wyjeżdża do Korei na targi. Ostatnia ponieważ, nie miała nawet chwili czasu, by usiąść i porozmawiać, zajęta swoimi sprawami i zastanawianiem się, czy nadal kocha swojego szefa. Mąż wyjeżdża, pisze, przysyła zdjęcia. A ona wszystko to kasuje bez oglądania, bo ma w domu za słabe łącze (jakby nie mogła w pracy przejrzeć). Nic dziwnego, że w końcu ukochany znika, gdzieś w Indiach, do których ona oczywiście natychmiast jedzie, żeby uratować tonące dziecko (nie, nie jedzie tam ratować związku). Ja rozumiem, że trzeba przypomnieć czytelniczkom, jaka krzywda dzieje się innym na świecie. Podczas, gdy w pierwszym tomie jednym z wątków przewodnich była białaczka i poszukiwanie szpiku kostnego, tak tutaj mamy biedne Indie, które pasują jak pięść do nosa (niestety). Wraca tylko po to, żeby brać udział w strzelaninie, którą sama wywołuje. Całą książkę jest egocentryczna, samolubna i zachowuje się zupełnie idiotycznie. A dzwonienie, do byłego szefa w środku nocy i ściąganie go na tą wieś, gdy jego żona właśnie rodziła (albo urodziła, wybaczcie już nie pamiętam) bliźnięta nawet się nie zastanowiwszy, że komuś innemu jest on bardziej potrzebny? No i ta wiara w sny, wróżby i horoskopy. Brr. A na koniec jeszcze łaskawie daje szansę swojemu Witoldowi, żeby wrócił do niej – do niej i jej dwójki dzieci (jedno to indyjska dziewczynka, drugie bogatego, przystojnego blondyna, żeglarza (sic!), który przypadkiem ją zapłodnił, ale okazał się na koniec wyrozumiałym tatusiem gotowym wspomagać swe dziecię między jednym okrążeniem świata, a drugim (wiadomo, bez burzenia rodzinnego szczęścia naszej bohaterki).

Ależ znienawidziłam główną bohaterkę. Czy można bardziej nie polubić kobiecej postaci książkowej? 
Oczywiście, że można. Moją faworytką od lat wielu pozostaje Barbara Niechcic z Nocy i Dni. Ale w książkach pani Katarzyny, które do tej pory przeczytałam, swoje pierwsze miejsce dzierży ... jeśli nie Ewka to kto? O niej i książce, w której się pojawia będzie kolejny wpis :)

PS. Obie książki czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Tylko ta Ewka w drugim tomie <zgrzytanie zębami>

Related Articles

4 komentarze:

  1. Hahahaah myślała,że tylko ja ledwo przebrnęłam prze drugi tom poziomki, no coś okropnego działo z tą Ewką!! Historii z Indiami i adopcji dziecka nie komentuje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf, dobrze, że ktoś jeszcze dostrzega idiotyczne zachowanie bohaterki :)

      Usuń
    2. Nie da się nie dostrzec ono wręcz razi w oczy!:))
      Dla mnie za dużo się dzieje w drugiej części, taki natłok wydarzeń, albo się starzeje i mam problem z ogarnięciem treści..:D

      Usuń
    3. Czy za dużo to nie wiem, może zbyt wiele historii z różnych bajek, które jakoś tam spajać ma główna bohaterka. Ale i ona biega chaotycznie, jak kot z podpalonym ogonem nie mogąc ogarnąć swojego życia i emocji, a my czytelniczki wraz z nią nie ogarniamy ;)

      Usuń

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.