niedziela, 28 sierpnia 2016

Sentytmentalna podróż w głąb pamięci

To moje pierwsze i jak dotąd jedyne spotkanie czytelnicze z panią Małgorzatą Gutowską Adamczyk. Przyznam się, że książkę kupiłam oczami. Tak, okładka Kalendarzy jest cudowna! Jeżeli czyta to ktokolwiek, kto decyduje o kolejnej "babie" na okładce, to niech zapamięta: baba z okładki, w portfelu lżej ;) Autor obrazu - Jacek Yerka.

Książka jest sentymentalną podróżą do krainy dzieciństwa. Katalizatorem dla wspomnień jest wyprowadzka z rodzinnego domu jednego z synów. Już od pierwszych stron możemy założyć, że to bardzo osobista opowieść, a my jesteśmy tylko obserwatorami, których łaskawie autorka zaprosiła do swojej przeszłości (?). Tak na prawdę przez całą opowieść czułam się, jak intruz, który podgląda życie dziewczynki, jej rodziców i babci. Nie wiem na ile było to zamierzone, ale z kolejnych kartek wiało emocjonalnym chłodem. Snująca się po pustym domu dorosła bohaterka była tak przepełniona melancholią jakby, to nie jeden syn się wyprowadził, ale zniknęli wszyscy ludzie na ziemi. Być może tak właśnie czują się matki, kiedy ich dorosłe dzieci opuszczają dom i stają się całkowicie niezależne. W fragmentach tych nie było akcji, nic się nie działo więc kartkowałam je szybko, gdyż strony o dziewczynce były o wiele bardziej zajmujące.

Opowieść z przeszłości rozpoczyna się od dnia w którym Ula przyszła na świat. Ula, to siostra głównej bohaterki, bo taką jest chyba Dziewczynka. Wraz z nią przyglądamy się życiu na wsi i w małym miasteczku. życiu podporządkowanemu porom roku, dnia, trudom codzienności. Książka z kronikarską sumiennością oprowadza nas po okolicy. Zanurzamy się w świat , który pozostał jedynie echem we wspomnieniach. Świat, który w jakimś stopniu jest ułudą ponieważ został przefiltrowany przez pamięć i emocje Dziewczynki, co wcale nie oznacza, że pozostali bohaterowie zapamiętali to samo. Niejednokrotnie zastanawiam się, co w moich wspomnieniach jest wtłoczone przez zasłyszane opowieści, a co rzeczywiście mogłam zapamiętać z okresu dzieciństwa. Na przykład pamiętam jedno spotkanie na drodze, którego nie mam prawa pamiętać, gdyż miałam wtedy...e kilka miesięcy i leżałam podczas niego w wózku, a w moim mózgu jest ono utrwalone, jakbym była obserwatorem stojącym z boku.

Wracając do książki. Odnajduję w niej echa moich własnych wspomnień. Wieś, którą przedstawia autorka jest mi bliska. Nie są to takie same przeżycia, ale podobne, bo polska wieś chyba długo nie poddawała się zmianom. A i dziś są miejsca w naszym pięknym kraju, gdzie wciąż znaleźlibyśmy tamten klimat.
Jest to też hołd oddany ludziom którzy odeszli - dziadkom, ich ciężkiej pracy, poświęceniu.

Książkę czyta się nieśpiesznie. Czasem odkładałam ją, by zastanowić się nad tym co przeczytałam. Nie wiem na ile są to wspomnienia autorki, ale wydaje mi się, że to dość osobista opowieść i przez swoje wolne tempo narracji, dokładne opisy życia na prowincji nie każdemu może przypaść do gustu. Mi się podobała. Żałuję, że nie byłam na spotkaniu autorskim z panią Małgorzatą, ale nie chciałam iść bez przeczytania chociaż jednej jej książki, a nie zdążyłam tej skończyć. Może nadarzy się jeszcze kiedyś okazja.


Poniżej, w całości obraz wykorzystany na okładce.
http://www.yerkaland.com/

Related Articles

2 komentarze:

  1. Okładka faktycznie przecudowna, taka z klimatem:) Nie znam tej książki, nie wychowałam się też na wsi. Sama fabuła średnio mnie zachęca. Może przeczyta jeżeli wpadnie mi w łapki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to jest książka, w której trzeba chyba znaleźć jakiś punkt styczny, żeby ją przeczytać. Widziałam wiele niezbyt pozytywnych recenzji ale zapewne czytelniczki pani G-A są nastawione na inny rodzaj literatury. Muszę przeczytać jej sztandarowe dzieło - Cukiernię, żeby sprawdzić na ile ta książka jest inna od pozostałych dzieł autorki :)
      I nie zachęcam jakoś szczególnie :)

      Usuń

Wszystkie teksty, poza cytatami, są mojego autorstwa jakiekolwiek kopiowanie nie jest mile widziane. Obsługiwane przez usługę Blogger.